4 listopada 2006
Nie mam siły znowu pisać o tym, że kolejna osoba zrywa ze mną kontakt zwyczajnie się do mnie nie odzywając, nic nie wyjaśniając, bez klasy, honoru i odrobiny odwagi. Nie mam siły objeżdżać tej osoby, za bardzo mnie to obeszło i znowu dotknęło i zabolało. Nie chcę znowu być zdołowana w sposób tak masakryczny, że siłę mam tylko kurwić, na czym świat stoi. Nie boli mnie moja samotność, bo do niej już przywykłam, ale boli mnie, że po raz kolejny, kolejny człowiek obchodzi się ze mną w taki sam sposób. Czy ja mam wypisane na czole, jak ze mną (nie) postępować? I do cholery ciężkiej, wiem, czego chcę od życia, ale czego to życie chce ode mnie?!
6 listopada 2006
Droga Magdo!
Jestem odwiecznym poszukiwaczem szczescia. Zagubiony w labirynicie oswietlonej neoanami W-wy. Szukam... Milony mysli wraz krwia przmeiszczaja sie od serca tetnicami po calym ciele, aby zylamia znowu wrocic do punktu wyjscia. Czas. Czas nie ma znaczenia. Mysli, mysli, mysli. Szczescie, wciaz go szukam. Jak ono wyglada, czym wlasiciwe pachnie, kiedys wdarlo sie gleboko i wulgarnie w moje nozdrza i do tej pory zapachu jego szukam.
p.
Dawno się tak nie śmiałam. Oj, dobrze wiedzieć, jak niewiele straciłam. Rezygnujemy z siebie z łatwością, ja z większą. I z radością.
11 listopada 2006
Rzęsy były sztuczne i długie, paznokcie bardzo czerwone, kabaretki na nogach czarne tak samo jak spódniczka, której długość zdecydowanie wykraczała poza normy przepisowej, czyli przez jedną noc byłam seksowną dominą. Urodzinowa impreza kolegi, taka jakich mało, wyjątkowa i szalona, pozwoliła mi dojść do całkiem trzymających się kupy wniosków wyciągniętych przy wspólnym piwie z koleżanką z grupy niemieckiej, że nie warto za nimi gonić. Bo oni po pół roku już nas nie rozpoznają, nie pamiętają, że mają nasz numer w telefonie i w ogóle nie należy się przejmować. Otóż to. Kobietę niezależną cieszą jej własne małe i większe sukcesy, czerwona szminka na ustach i nowa dziurka w uchu (lewym, na górze w chrząstce). A im bardziej nie zwraca uwagi, tym większa jest potem satysfakcja, gdy przynosi to efekty. Tak jak dzisiaj, kiedy zamieniłam kilka słów z tym, który miał być wyjątkowy w wakacje sprzed roku. Miał być, ale nie był. Idę dalej pisać moje wypraowanie o zakazie palenia w miejscach publicznych we Francji, przygotowywać referat o sytuacji w Izraelu i uczyć się do kolokwium ze słówek. Dużo pracy.
14 listopada 2006
W. :: 23:00:02 (12.11.2006)
wybacz, udam sie myslowo w strone socjologii wychowania... :/
Ja :: 23:00:16 (12.11.2006)
udaj się
Ja :: 23:00:27 (12.11.2006)
a ja się udam cieleśnie w stronę łóżka
W. :: 23:00:38 (12.11.2006)
niedaleko masz
Ja :: 23:00:42 (12.11.2006)
bo myślowo to już nie za bardzo
Ja :: 23:00:48 (12.11.2006)
dobrze pamiętasz
W. :: 23:00:59 (12.11.2006)
pamietam
Słucham?
16 listopada 2006
Jedna wizyta w Ikei, a ja marzę: o własnym, małym, pięknym mieszkanku, o zasłonkach i poduszkach, o wazonikach, ramkach, lampkach i doniczkach, o krzesłach, stole, biurku. O własnym ślicznym laptopie, nocnej szafce i kilku zdjęciach na niej. O figurkach, długopisach, bibelotach, oddzielnej półce na słowniki i toaletce. O małym, zgrabnym, błyszczącym samochodziku i o mnie samej za jego kierownicą. O skrojonym na miarę żakiecie i butach na obcasach. O makijażu spod ręki mistrza, doskonałym manicure i perfekcyjnej fryzurze. O kocie na parapecie, resztce porannej kawy na dnie filiżanki i okruchach po rogalikach. O samodzielności i możliwości decyzji o mojej przestrzeni życiowej. O takim gospodarowaniu czasem, na jakie ja mam ochotę. O satynowej pościeli. Czy mówiłam już kiedyś, że chcę być Magdą M.? Tylko żadnych Piotrów.
20 listopada 2006
Czy przyznaję się do jesienno-szaro-brązowo-ponurej samotności, do tego, co takie naturalne, sezonowe, takie coroczne i nieuniknione, jak to ktoś ostatnio napisał, do tego syndromu niech-mnie-ktoś-przytuli i wielkiej pustki w środku? Tylko przed sobą. Czy mi smutno? Tak, chociaż przecież nie mam powodów. Ile życia w moim życiu? Nie wiem, nie wiem. Wciąż za mało. Już nawet na ironię mi nie starcza sił, na tę obronę przed światem konieczną do jako takiego egzystowania. Opadam, zanikam, zapadam się w tej rannej mgle, zabłoconych chodnikach i szarych przechodniach bez duszy. Nie ma mnie w tym, co robię, po czym stąpam i na co patrzę. Jest źle.
I know I'm missing for a word,
I'm not trying to say a thing,
I'm trying to live in this moment,
Count all the sins, what it says...
Tell me how long it'll take?
(pani Furtado - polecam, tak w ogóle)
25 listopada 2006
Wyglądam trochę nie tak, jak bym chciała, mówię trochę nie tak, jak potrzeba i interesuję się trochę nie tym, czym powinam. Mając możliwość hodowli patyczaków (szczegóły tutaj), nie zrobię na złość sobie i światu, to byłby żart zbyt absurdalny. Zamiast tego idę na festiwal filmów żydowskich (wjff) i zapisuję się na taniec, bo muszę coś robić, walczyć z chandrą, nie poddać się rozpaczy i nie oklapnąć kompletnie. Czytam Romea i Julię w przekładzie Barańczaka i odkurzam mojego kochanego, grubego Barańczaka, który mi mówi co i jak w naszym wspólnym zawodzie. Zapisuję cytaty.
Igraszką losu jestem...
Nie, nie.
Na melancholię jest jedno jedyne
Pewne lekarstwo: usunąć przyczynę.
28 listopada 2006
Wykład Szewacha Weissa Izrael - między wojną a pokojem? Czemu nie. Inteligentne pytanie? Proszę bardzo. Koktajl z wykładowcą i rektorem UW? Tak, zaczynam bywać na salonach, zaczynam być z siebie dumna. Po mału się rozwijam, po mału spełniam swoje marzenia, po mału zapełniam pustkę dookoła siebie i czasami nawet mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa... Czasami.