Chciałam się bawić w dom, to mam za swoje. Bo jeśli cały rok ma być taki jak ostatnie dni starego, a nawet i pierwszy nowego, to będę sprzątać, nastawiać pranie i takie tam. Uch, uch. No ale nie to jest najgorsze. Bo najgorsze, moi mili, jest to, że mi się to podoba. I mogę być kurą domową, chociaż nie na cały etat, ani nawet na pół, tylko na umowę zlecenie. Gorzej będzie, jak się okaże, że jestem na przykład na kurz uczulona (na coś być muszę, skoro kaszlę niezmiennie od dwóch miesięcy), bo wtedy to się już do niczego nie nadam, jako że nie umiem gotować, no chyba, że się nauczę. O, przepraszam, kible mogę sprzątać całe życie, w tym jestem bezbłędna i niczym mi to nie grozi (chyba). To tak w temacie Sylwestra. A jak za mało o Sylwestrze, to jeszcze się zadeklaruję, że już nigdy więcej nie oddam ukradzionego materaca, tylko położę się na nim spać. I już nigdy więcej nie będę miała kaca 31 grudnia. To tak w ramach postanowień noworocznych. No, a poza tym wesoło było, wyjątkowo i oryginalnie, ale inaczej nie mogło być. Dziękuję.


kacha
05.01.2008 :: 12:48


... a w kiblu to zawsze zostanie taki jakiś malutki zakamarek, którego żadną siłą domyć nie można. Się chowa, czy co? ;P
82.139.12.69








Powrót