Autrefois

2004:
11, 12

2005:
1, 2, 3, 4, 5, 6,
7, 8, 9, 10, 11, 12

2006:
1, 2, 3, 4, 5, 6,
7, 8, 9, 10, 11, 12

2007:
1, 2, 3, 4, 5, 6,
7, 8, 9, 10, 11, 12

2008:
1

4 stycznia 2008

Chciałam się bawić w dom, to mam za swoje. Bo jeśli cały rok ma być taki jak ostatnie dni starego, a nawet i pierwszy nowego, to będę sprzątać, nastawiać pranie i takie tam. Uch, uch. No ale nie to jest najgorsze. Bo najgorsze, moi mili, jest to, że mi się to podoba. I mogę być kurą domową, chociaż nie na cały etat, ani nawet na pół, tylko na umowę zlecenie. Gorzej będzie, jak się okaże, że jestem na przykład na kurz uczulona (na coś być muszę, skoro kaszlę niezmiennie od dwóch miesięcy), bo wtedy to się już do niczego nie nadam, jako że nie umiem gotować, no chyba, że się nauczę. O, przepraszam, kible mogę sprzątać całe życie, w tym jestem bezbłędna i niczym mi to nie grozi (chyba). To tak w temacie Sylwestra. A jak za mało o Sylwestrze, to jeszcze się zadeklaruję, że już nigdy więcej nie oddam ukradzionego materaca, tylko położę się na nim spać. I już nigdy więcej nie będę miała kaca 31 grudnia. To tak w ramach postanowień noworocznych. No, a poza tym wesoło było, wyjątkowo i oryginalnie, ale inaczej nie mogło być. Dziękuję.

[1]


24 grudnia 2007

Jak co roku idą Święta. Te są dla mnie wyjątkowe i mam nadzieję, że każde następne będą takie i lepsze. Dlatego życzę wam, żebyście poczuli w ten piekny czas tyle radości i spokoju, ile tylko się da. Żebyście patrzyli ludziom w oczy, bo w nich widać marzenia. Żebyście ściskali się za ręce i przekazywali sobie ciepło. Tak jak ja wam teraz przekazuję. Pięknych, rodzinnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego cudownego w Nowym Roku. Oby był jeszcze wspanialszy.

[5]


11 grudnia 2007

Nie można sobie w spokoju pochorować, no nie można. Niedługo minie miesiąc, jak zamieszkał sobie we mnie uroczy kaszelek, więc, zaniepokojona i z nadzieją na jakieś urocze zwolnienie aż do Świąt, udałam się do lekarki. A tam co? Kupa, kolokwialnie rzecz ujmując. Ani kawalątka zapalenia oskrzeli, tchawicy, o płucach już nie wspomnę. Zwolnieniu mogłam pomachać z daleka, bo przecież mam końskie zdrowie. Na otarcie łez pozostało mi zrealizowanie recept, wietrzenie pokoju, nie przegrzewanie się i nie wychładzanie oraz picie dużej ilości płynów. Czuję się jak stara, narzekająca kobieta, która siedząc w szlafroku, po gorącej kąpieli skarży się przez telefon swojej kumie. Ale może lepiej tak, niż spowiadać się farmaceutce na temat historii swojego zapalenia korzonków? Bo widzi pani magister, przeziębiłam je sobie jakiś czas temu i teraz muszę przyjąć te leki, na które nie mam recepty... No, tak się chorobowo zrobiło. Przepraszam, musiałam.

[0]


Précédent Suivant

Vous
Pisz

Eux

Jakub

Annuszka
Dominik
Joanna
Karolina
Kasia
Klaudia
Marta

Projekt mój
Grafika stąd