1 lutego 2005
W moim sercu nic się nie zmieniło i się nie zmieni, bo to jest od pierwszego wejrzenia, bardzo silne i nie przejdzie mi tak szybko, jak bym tego chciała. Kłopot w tym, że ja już nie mam siły, moje możliwości i okazje sie wyczerpały, nie mogę już czekać i ciągle mieć nadzieję. Jestem zakochana i to będzie stałe, ale nie chcę już o tym mówić i pisać, bo tylko się nakręcam, a muszę to złagodzić i nabrać dystansu do całej sprawy. Może on to kiedyś przeczyta, może się dowie, może zrozumie. Mimo to mam wrażenie, że ta wiedza nie zmieniłaby relacji między nami, że nadal byłby to kontakt kolega-koleżanka, bo nic nie wskazuje na to, że byłoby inaczej, przez co cierpię. Dlatego game over, gra skończona nikt nie jest wygrany, nikt nie jest przegrany. Ja czuje wciąż to samo, gdyby coś się zmieniło, dam znać. A teraz idę się uczyć, 18 lutego jadę do Włoch na narty, mam mnóstwo roboty. Może to, co we mnie siedzi złagodnieje, może zapomnę, może odwrócę swoją uwagę, Chociaż na pewno to miłe uczucie nie wygaśnie.
I na koniec tylko ta piosenka, która tak wyjątkowo i miło się kojarzy, piosenka, przy której tańczyłam i chciałam zapomnieć o całym świecie:
Zostań, proszę Cię,
tak długo szłam, zmęczyłam się,
przez siedem gór i siedem mórz
byś oddechem swym ogrzał oddech mój...
Święta chwila ta niechaj święci się,
Święta moja łza na koszuli Twej,
Święty taniec chmur i gołębia śpiew,
Święta zwykłość dnia, bo znalazłam Cię...
Popatrz, wszystko lśni,
przed nami tu nie dotarł nikt,
nietknięta biel i czyste szklo,
pośpiech warg i drżenie rąk...
Zostań, proszę Cię,
tak długo szłam zmęczyłam się,
ułóżmy gwiazdę z naszych ciał,
niech chroni nas, niech świeci nam...
Święta chwila ta niechaj święci się,
Święta moja łza na koszuli Twej,
Piękną jestem ja a rycerzem Ty,
z Tobą dlugo chcę i szczęśliwie żyć...
Anita Lipnicka, Piękna i rycerz
7 lutego 2005
19 lat, na zewnątrz kobieta, w środku dziecko, które ma chęć na zabawę w dom. 176 cm, 55 kg, 75A. Jedne oczy zielone, drugie szklane. Szeroki (czasem nieszczery, częściej jednak prawdziwy) uśmiech pokazuje białe zęby i czerwone dziąsła. Płacz - czerwone oczy. Długie palce, długie nogi, krótka pamięć o tym, co złe. Permanentnie zakochana, najczęściej ślepo. Warszawianka, od urodzenia nie trawiąca miejsca, w którym żyje. Licealistka, już niedługo (studentka lingwistyki stosowanej, tak jak chciała). Krótkie włosy. Szatynka. Niezorientowana politycznie, mentalna blondynka. Uzależniona od: jego oczu, widoku Wisły za oknem, kawy, herbaty i czekolady. Chce: za dużo i zbyt daleko w czasie i przestrzeni. Słucha: ludzkiego gadania i tego, co akurat ma w słuchawkach. Matura. Polski (pisemny 4, ustny 3, przez literaturę socrealizmu i sonety Adasia). Francuski (pisemny 4, ustny 6). Matematyka (ustny 4). Kolekcja prosiaczków. Kolekcja zdjęć. Wakacyjny romans. Jesienno-zimowa platoniczna miłość. Szare mury szkoły i biało-brązowe bloku, w którym mieszka. Zieleń w pokoju i za oknem. Za dużo nadziei. Krótkie rzęsy, krótkie spojrzenie. Za często powtarza: przytul, sama, kurwa. W planach: miłość, niezależność i dorosłość. Czyta: Musierowicz, Segal, Głowacki. Ogląda: Gilmore Girls. Ma: psa i reprodukcję VanGogha nad biurkiem.
A Ty?
11 lutego 2005
Wszystko dookoła spływa brudną, szarą breją, przecieram zakurzone okulary, a w moich słuchawkach Kasia Kowalska obiecuje, że będę znów kochać. Naiwna jakaś, czy co?
Zaczynam ferie, ale czuję, że wesołe to one w tym roku nie będą, za dużo mam nauki i zmartwień, bo ciągle jednak myślę, o takim jednym, co mnie nie widzi, nie słyszy, nie wie, co czuję i nieprędko się dowie.
Napisałam list. Ładnie, bez błędów go napisałam, przelałam w niego siebie, ale adresat nigdy go nie dostanie. Rozmyśliłam się. Odwidziało mi się. Jedną jego kopię już podarłam, żeby w dwudziestu numerach Cogito pozaznaczać to, co, o ironio losu, nadaje się do jego konspektu na maturę z polskiego o temacie, o ironio losu, Miłość Romantyczna. Na przykładzie wybranych utworów omów różne ujęcia tego motywu. Druga kopia leży sobie spokojnie i czeka na spalenie, podarcie lub na los kolejnych dwudziestu zakładek.
A propos palenia. Już niedługo spalę mój cały licealny dorobek w dziedzinie fizyki i chemii. Palę za sobą mosty, czyli robię to, co tygryski lubią najbardziej. I to w każdej dziedzinie...
19 lutego 2005
Wszelkich ciekawych pierwiastków brak, może tylko ten, że dostałam cudownego smsa z podziękowaniem za miłość romantyczną, a raczej miłość romantyczną, tak brzmi i wygląda lepiej, chociaż wolałabym tą pierwszą wersję. Tak, oczywiście, zrobiłam to bezinteresownie, ale miło jest, kiedy Potencjalny(?) Mężczyzna(??) Mojego(!) Życia(!!) docenia to, co dla niego robię. Gdyby jeszcze miał tą umiejętność łączenia wszystkich faktów, gestów i słów w jedną całość i wyciągnięcia z nich odpowiednich wniosków, to już w ogóle byłby my hero i my soldier. Ale prawda jest taka, że nie jestem żadnym cholernym Kopciuszkiem, Książę po balu zamiast szukać właścicielki szklanego pantofelka rozbił go z hukiem o betonowy, zapluty chodnik, a mi zostały dynie i myszy tzw. dnia codziennego. I muszę się z tym pogodzić, a to coraz lepiej mi wychodzi, muszę przyznać. Tylko, że łatwo jest zapominać na odległość. Wiadomo: co z oczu, to z serca. Jednak niebezpiecznie wydaje mi się, że gorzej będzie, jak go zobaczę, a on zrobi to, co, jak ustaliliśmy, sprawi, że będziemy kwita co do miłości romantycznej. A mianowicie przytuli mnie. Aaaajjjj...
21 lutego 2005
Niech wreszcie przestanie padać śnieg. Niech mnie ktoś przytuli, niech będzie ciepło i miło. Niech wiosna nie przychodzi, a kasztany niech nigdy nie zakwitną. Niech mi ktoś powie, co oznacza sobotni horoskop dla Lwa pt. Niespodziewanie szala zwycięstwa przechyli się na najmniej spodziewaną stronę. Niech stanie się jasność, wszystko zrozumiem, wszystko powiem i wszystko zrobię, jak trzeba. Niech mi nikt nie mówi, że jestem naiwna, bo ja jestem tylko czystą, mentalną blondynką. Niech dorosnę, dojrzeję i wyjdę z piaskownicy, Niech już będzie po wszystkim.
Niech.
24 lutego 2005
Lubię, jak mi herbata wystyga, lubię, kiedy słońce wychodzi zza chmur, lubię ból zatok spowodowany bielą śniegu formującego dookoła mnie wielkie zaspy. Lubię dostawać smsy i sygnały jako znak, że ktoś o mnie myśli. Lubię, tak jak Amelia, zanurzać dłoń w torbie pełnej ziaren, piachu, czegokolwiek, co jest małe, liczne i twarde. Lubię, kiedy ktoś się do mnie uśmiecha, albo kiedy płacze oczekując ode mnie pocieszenia. Lubię, kiedy ktoś mnie pyta o radę, a ja jestem w stanie mu pomóc.
Lubię Cię.
***
Piszę głupoty, bo nic się u mnie nie dzieje, nic się ze mną nie dzieje. Siedzę w domu, udaję, że się uczę, a tak naprawdę obijam sie od ściany do ściany, pochłaniam tony słodyczy, oglądam telewizję, czasem coś poczytam. Wychodzę z psem na krótkie spacery, jem, co mi podadzą, śpię, kiedy trzeba i apatia mnie ogarnia, z każdą chwilą coraz większa. Nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty. Zdaję sobie sprawę z tego, co się dzieje dookoła mnie, ale nie docierają do mnie konkrety, szczegóły i kształt rzeczy. Gdzieś bym poszła, coś bym zrobiła, ale nie wiem co, gdzie, kiedy i za co.
Byłam w kinie na pięknym filmie Zatańcz ze mną, a teraz słucham cudownie melodyjnej piosenki Petera Gabriela Book of love i coraz bardziej dociera do mnie, jak bardzo ciąży mi ta cholerna samotność. Nie ma to związku z jakąkolwiek osobą, faktem, wydarzeniem, nic nie mogę na to poradzić i boli mnie to.
Idę topić smutki w herbacie i francuskich słówkach.
27 lutego 2005
O kilka słów za daleko. Nie w oczy. Przez gg. I mailem. I pozostaje się zastanawiać, czy on już wie, czy może się domyśla. Czy, jak zwykle, jest ślepy i widzi wszystko i wszystkich, oprócz mnie.
Wzbudza uczucia macierzyńskie. Jako pierwszy osobnik w moim życiu. I wbrew wszelkim pozorom, nie jest miesięcznym bobo. Czasem trzeba do niego, jak do dziecka i on o tym wie. Ale czy wie, że ja do niego z wieczną troską i zaangażowaniem? Zbyt dużym, na dodatek?
Napisałabym mu coś tak, żeby zrozumiał. [I tu cytat z przyszłej noblistki] Ale co??? "Bierz mnie"???
***
Ta ostatnia niedziela... ferii upłynęła spokojnie. Trochę nauki, trochę pętania się po domu i długie, poważne rozmowy. Na dworze mrozi mi nos, więc jego czubek wystawiam tylko wtedy, gdy to niezbędnie konieczne..
Absolutnie nie dociera do mnie, że pierwsza część matury już za miesiąc.