Autrefois

2004:
11, 12

2005:
1, 2, 3, 4, 5, 6,
7, 8, 9, 10, 11, 12

2006:
1, 2, 3, 4, 5, 6,
7, 8, 9, 10, 11, 12

2007:
1, 2, 3, 4, 5, 6,
7, 8, 9, 10, 11, 12

2008:
1

4 lutego 2007

Nic się szczególnie na klawiaturę nie ciśnie oprócz tego, że sesja odbiera mi rozum i umiejętność logicznego, jasnego myślenia w jednym języku. Budzę się w nocy z Tonym Blairem i królową Elżbietą przed oczami, dyskurs i architektura kognitywna bładzą gdzieś między moją świadomością a podświadomością, bo nieświadomość poświęcam dla uniwersalizmu i relatywizmu. Nie wiem, kiedy ostatni raz trzymałam w ręku zwykłą książkę, taką w okładce, z pożółkłymi kartkami, bo teraz moim światem rządzą kopie ksero, skrypty i notatki, których mam już serdecznie dosyć. Myślami jestem gdzie indziej, brakuje mi motywacji i skupienia, nie mam siły na ten ostatni egzamin, który brzmi tak źle, jak się rzeczywiście sprawy mają: etnolingwistyka.

[3]


7 lutego 2007

K :: 19:08:12
a prostownica??!!
Ja :: 19:08:19
no biorę
K :: 19:08:19
bo jak nie to nie jade
Ja :: 19:08:21
daaaaaaa
Ja :: 19:08:29
ja bez prostownicy nie mogę żyć
Ja :: 19:08:36
to jest podstawa mojej egzystencji
K :: 19:08:51
wraz z tuszem
K :: 19:08:53 / S 17:14:16
hello
Ja :: 19:09:00
no ba!!
Ja :: 19:09:05
prostownica i tusz
Ja :: 19:09:12
cała reszta mogłaby nie istnieć :D
K :: 19:09:17
tylko to na bezludna wyspe
Ja :: 19:09:20
no, jeszcze może błyszczyk
K :: 19:09:27
cienie
K :: 19:09:29
puder
Ja :: 19:09:30
i stanik z push-upem
K :: 19:09:33
korektor
Ja :: 19:09:37
oooooooo tak
Ja :: 19:09:39
korektor
K :: 19:09:41
duzo par butow
Ja :: 19:09:50
i perły
Ja :: 19:09:55
kolczyki
K :: 19:10:03
lakier do paznokci
Ja :: 19:10:08
odtwarzacz mp3
K :: 19:10:16
i jest bezpiecznie
K :: 19:10:18
uf

Jedziemy do Włoch.

[11]


19 lutego 2007

Czy Italia, w której na stoku panuje język polski z domieszką włoskiego i kilku innych to wciąż Italia? Wydaje mi się, że tak, bo tydzień jedzenia pasty i picia grappy był zdecydowanie włoski z domieszką codziennego nacierania śniegiem i jazdy na nartach, z czego wszystkie czynności wychodzą mi już uszami. Wyjazd zaliczam do udanych, mimo że zamiast beztrosko oddać się niezobowiązującemu flirtowi, za często myślami uciekałam do mojego przeznaczenia, które z Tel Awiwu planuje przeprowadzkę do Holandii, bo central argument stanowi fakt iż it's not so far from me. A całkiem poważne stwierdzenie, że if there's something that you like on Antarctica, go there - your education is more important than me zbywa jednym you're cute, więc się rozpływam i nie chcę niczego więcej. To znaczy właśnie chcę, bo namiastki i chodzenie na kompromis to niekoniecznie coś, co mnie zadowala, muszę przyznać po wielokrotnych analizach. A teraz czas wrócić do rzeczywistości, odpocząć po feriach i kontynuować rozwijanie swoich zainteresowań, względnie wreszcie zacząć się uczyć jak człowiek. I znaleźć pracę. Koniecznie znaleźć pracę na wakacje.

upload tego samego dnia, 19h09
Aaaj, jutro, w samo południe, architekt. Niedobrze.

upload dnia następnego, 18h29
Dlachego, och, dlaczego (why, oh why) mnie to wcale nie dziwi, że znowu wszystko się pokićkało i znów zostałam wystawiona? No ale przecież aż tak strasznie mi na tym nie zależy.

[0]


23 lutego 2007

Czwartek, 22. 02. 2007, 12h30
Śmieszne, jak człowiek, w różnych momentach swojego życia trafia w ciekawe miejsca. Tak na przykład poszłam rozgrzać zmarznięte do granic mozliwości stopy do restauracji przy jednym z warszawskich lodowisk. Tylko usiadłam, zdjęłam buty, a już wiedziała o tym cała kuchnia. Wypiłam herbatę, zgłodniałam. Zamówiłam zestaw surówek i frytki. Barszczu by się ciepłego napiła, a nie zimne surówki zamawia! A pan Henio, stały bywalec, zaofiarował się te stópki rozmasować. Bo on kiedyś piłkarzy masował, to się na tym zna. Wieje PRL-em i niespełnionymi marzeniami, ale, a może tym bardziej, nie chce mi się stąd wychodzić. Powoli odtajam. Czarnoskóry sportowiec, który usiadł do mnie tyłem dwa stoliki dalej, ogląda się znad swojej zupy, patrzymy sobie w oczy, ja z frytką nadzianą na widelec w buzi. Ale on tym razem frytek nie zamówił. Kolejne autobusy odjeżdżają z pętli za oknem, sypie śnieg, a ja siedzę i podglądam te przeróżne ludzkie typy. Pani z kuchni nie miała racji. Kaloryfer grzeje, a i owszem, ale za to ciągnie od okna. Szkoda, że w tym czasie powinnam jeździć na łyżwach. Może jeszcze kiedyś trafię na zamknięte lodowisko.

Dzisiaj, 9h
Katharsis, oczyszczenie, samouświadomienie i odkochanie. Wspaniałe uczucie - znacie je?

[4]


Vous
Pisz

Eux

Jakub

Annuszka
Dominik
Joanna
Karolina
Kasia
Klaudia
Marta

Projekt mój
Grafika stąd