Etap mojego życia zatytułowany "Książę z bajki" uważam za nieoficjalnie zamknięty. Jeszcze tylko jedna rozmowa, kilka słów i wszystko będzie jasne. Ale zanim cokolwiek, to te 3 cytaty, bardzo wymowne i reprezentujące gatunek. Mój.
- Tak naprawdę- powiedziała nagle Gabrysia wciąż tym samym pękniętym głosem - tak naprawdę Janeczko, to tym właśnie koniecznie trzeba się przejmować. Tą jedną sprawą... miłością.
- Od tego ona jest, żeby się nią przejmować - zgodziła się Kreska.
- Właśnie. Czasami nawet - dodała Gabrysia - Czasami nawet... można sobie ewentualnie... troszeczkę popłakać.
- Uhm - przytaknęła Kreska.
Kreska po tylekroć obracała w myślach każdą chwilę z tych niespełna dwóch godzin, że niepostrzeżenie rzeczy zmieniły swe proporcje. Teraz nie myślała już o tym, jak wstrętnie zachował się Maciek, tylko - że się przed nim zdradziła ze swoim uczuciem. Analizując wciąż na nowo swoje zachowanie doszła do wniosku, że zdradziła się niewątpliwie w momencie, kiedy stanęła przed nim w tej nieszczęsnej zielonej i żałosnej kiecce, a Maciek spojrzał na nią tak mile. Ponieważ myślała wtedy: "Ach, ty kochany, mój kochany!", teraz pewna była, że myśl ta musiała znaleźć jakąś drogę na jej twarz - więcej, że wypisała się tam ogromnymi, jaskrawymi literami, które Maciek odczytał bez trudu. To właśnie - w świetle późniejszych wypadków - było powodem dręczącego wstydu. Ileż to człowiek potrafi sobie wmówić, no zgroza.
"Za cóż go kochać?" (...) Za to, że ma oczy jak kasztany? He - he. Za to, że ma miłe policzki i że tak marszczy te czarne brwi, kiedy jest wzruszony? He - he. Też mi powody. To nie są żadne powody. Kiedy się uśmiecha, twarz mu się zmienia. Z oczu robią się dwa aksamitne przecinki. Czy można kochać człowieka za to, że mu się z oczu robią przecinki? No nie bądź żałosna, dziewczyno. Człowieka kocha się za charakter, za zalety ducha, nieprawdaż, a on co? Egoista. Niedelikatny. Niewrażliwy. I... tego..." - i jakoś nie przychodziło jej do głowy nic więcej w [jego] sprawie. Żeby sobie je wszystkie przypomnieć, postanowiła dokonać w pamięci drobiazgowego przeglądu wszystkich chwil, spędzonych w jego towarzystwie. Nie żeby tam coś, tylko po prostu- tak dla porządku.
Małgorzata Musierowicz, Opium w rosole