We wtorek, kiedy nic jeszcze nie zapowiadało totalnej, absolutnej i głębokiej środowej depresji, napisałam zielonym flamastrem na odwrocie materiałów do pisania wypracowania z angielskiego te słowa:
Zbliżam się do 21. urodzin. Właśnie jestem po jednym nieszczęśliwym zakochaniu (chociaż w rozmowie z koleżanką wynikło, że wcale Ci nie przeszedł, skoro już 2 razy zrobiłaś do niego aluzję, ale staram się), przed kolejnym (nie wiem gdzie, kiedy i w kim, ale wiem, że na pewno), czyli w antrakcie. Mam problemy z cerą, niczym rasowa dwunastka, chcę schudnąć ze 2 kilogramy, ale mi to nie wychodzi, bo za bardzo kocham jeść niezdrowe rzeczy, ale staram się być aktywna. Jestem niekonsekwentna, niezdyscyplinowana i leniwa. Studia, o których marzyłam przez 3 lata, nie dają mi satysfakcji ani motywacji do nauki, a jedyne, czego się na nich uczę, to ogromne listy słówek. Paznokcie mi się łamią, mam za długie palce (wszystkie 20), za grube włosy, za małe piersi i za krótkie rzęsy. Jestem za wysoka i mało jest mężczyzn, którzy by mi dorastali do pięt. Ciągle szukam, mam 1000 pomysłów na minutę i słomiany zapał, ale JESTEM SZCZĘŚLIWA. Bóg jedyny wie, dlaczego
Już następnego dnia wieczorem, kiedy płakałam w poduszkę, okazało się, jak bardzo 2 ostatnie zdania były nieprawdziwe. Ale powoli mi przechodzi. Staram się małymi korczkami iść coraz wyżej i dalej, a sesja też jakoś pójdzie, lepiej czy gorzej, ale zawsze jakoś będzie.
To był długi tydzień. Dobrze, że już się kończy.


sara
20.05.2006 :: 13:40


Jakbym czytała własne przemyślenia...
Od dwóch lat myslę o studiach... pewnych, określonych, nie mam co do nich wątpliwości... a teraz nagle, gdy już, juz pora na to by się zgłosic na rekrutację, ja myślę sobie "ech, a może niekoniecznie chce mi się kuć te wszystkie paragrafy?" ale innej drogi juz właściwie nie mam...
Wczoraj chciało mi się śmiac, uśmiechać i podskakiwac. Tak po prostu bo jest wiosna, bo żyję, bo mam znośną rodzinę i kilku wspaniałych przyjaciół, bo mi się układaja sparawy sercowe... a dzisiaj dzień depresji, ryk w poduszke, i pogorszenie nastroju ilekroć spojrzę na: opisy znajomych na gg, pogodę za oknem, czy własny wygląd w lustrze.
Chyba chora jestem.
Ale minie nam to.
217.153.81.34








Powrót