2 września 2005
Czasami
juz sie po prostu ma dosyc czekania,
bo pojawia sie w srodku dziwny bol,
ktory potem, z czasem znika.
A co zostaje?
4 września 2005
Kiedy przy 20% bezrobociu panujacym w naszym kraju i naszym miescie moj ojciec znajduje wreszcie po pol roku prace, ja mam mature i wymarzony indeks w kieszeni oraz wszystkich facetow swiata gleboko na dnie, to niechybnie oznacza, ze jestem szczesliwa. Paznokcie mi sie nie lamia, nie mam odrostow, po intensywnym opalaniu bez filtra nie schodzi mi skora i tylko kilka syfow zatruwa mi zycie, ale zawsze bym chciala miec takie problemy. Obkupilam sie w kolejne ciuchy, lapie wrzesniowe promienie slonca, pije Bacardi i jem lody. Jest dobrze, dobrze, dobrze.
A pod moim oknem ktos gra Another brick in the wall. Milo sie kojarzy z perspektywy czasu.
7 września 2005
Spakowana. Zziajana. Wypoczeta. Opalona. Najedzona. Obojetna na wszelkie decyzje majace wplyw na moje zycie. Wracam do stolicy (mojego) Wszechswiata na cale 3 dni. Tak mialo byc, tak jest i bedzie.
Wake me up when september ends...
10 września 2005
Moje własne, kochane łóżko, mój komputer i klawiatura z polskimi znakami (ęóąśłżźćń, och, jakie to cudowne), moje książki i kurz i mój bałagan. Stęskniona już byłam za wszystkim, co moje i chłonę każdy pyłek i każdy promyk mojego domu, mojego życia, zanim znowu wyjadę integrować się z towarzyszami pięcioletniej, barakowej, browarnej niedoli.
Uparłam się i milczę, nie odzywam się do człowieka, który potrafił mnie ignorować przez trzy tygodnie mojego światowego życia. Jesteśmy uparci, oboje mamy trudne charaktery, będzie ciężko, mówiłeś i miałeś rację. Zobaczymy, kto kogo dłużej przetrzyma, bo cierpliwość rodzi charakter. A ja jestem bardzo charakterna.
12 września 2005
Po 2 otrzymanych wiadomościach (no i jak by na to nie patrzeć, ja wygrałam tą próbę czekania i ja wygram tą rozgrywkę tak czy inaczej) jestem nadal zdezorientowana. Nie spotkałam, nie pogadałam, więc po prostu dalej mam to głęboko na dnie. Czas pokaże, czy słusznie.
A na razie jadę w dzicz. Sulejów 2005 i 7 dni bez cywilizacji, za to (mam nadzieję) w doborowym towarzystwie.
17 września 2005
Nie jestem najlepsza w integrowaniu się przez picie, może dlatego, że nie piję, bo mi nie smakuje? Ale wiem już, że jeles nie ma plakietek, smyczy, koszulek i organizacji, ale za to ma piwo.
Zintegrowałam się z jednymi bardziej (tu prywata - Justyś, Ewcia, Aga, no i jak dawniej Janka - wielbię was bezsprzecznie!), z innymi mniej, tańcząc (niepokojąco dobrze jednego wieczora) i zbierając chrust (no cóż). Z nudów zwiedziłam trochę sulejowskiej okolicy - kościół i klasztor - piękne widoki i panoramy połączone z pięknymi widokami na przyszłość nie zrekompensowały mi zimna w nieocieplanym domku i wróciłam o dzień wcześniej.
Nie żałuję, że pojechałam i nie żałuję, że wróciłam. Teraz znowu czekam na znak, czekam na spotkanie, czekam na rozmowę. I znowu biorę go na przetrzymanie, bo teraz to już w ogóle mi nie zależy. A w środę jadę do kochanej babci, żeby się mną trochę nacieszyła. No i zaczynam pracę zarobkową - korepetycje. Chyba robię się za poważna. Aż strach.
20 września 2005
SMS, przesłano dziś, godz. 12:42
Jak obóz? Ja jakoś strasznie zajęty ostatnio jestem. Jak nie praca to inne sprawy, od których uwolnić się nie sposób.
Bez komentarza.
-Spadaj.
21 września 2005
Z niewyspania ledwo patrzę na oczy, ale nie mogę spać, bo nie mogę zasnąć. Za dużo myśli mi się telepie po głowie, za dużo staram się podsumować, kiedy jeszcze na podsumowania nie czas.
Nie chcę, żebyśmy przypadkiem wpadli na siebie na Nowym Świecie, a wszystko wskazuje na to, że tak się w końcu stanie. Nie chcę mówić, że zrobił i powiedział (a raczej nie powiedział) wszystko, co mogło sprawić, że stanie mi się obojętny.
Nigdy nie myślałam, że coś się może tak nagle skończyć, tak bez konsekwencji, popaść w kompletne zapomnienie, zupełnie się rozmyć. Ale prawda jest taka, że zapracowaliśmy sobie na to solidnie.
Nie jestem w stanie zrozumieć drugiej, męskiej strony i widzę wszystko z jednej, mojej, kobiecej perspektywy. Zbyt łatwo, zbyt szybko, zbyt powierzchownie.
Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem. Nigdy więcej imprezowych znajomości, pustych spojrzeń i obietnic, których nie można spełnić.
-To już tak zostanie?
-Tak.
-Nie przyjdziesz do mnie jutro i nie powiesz, że to jednak nie to?
-Nie
A gówno!
22 września 2005
Ja wierzę w cuda. Od dzisiaj wszystko jest możliwe, wszystko układa się od początku do końca tak, jak ma być, tak, jak to jest zapisane dla nas w gwiazdach. Siła pozytywnego myślenia i, najwyraźniej, chody u Tego Na Górze sprawiły, że po długim i przytłaczającym czekaniu bardzo bliska mi osoba jest ze mną na jednym kierunku i spędzimy ze sobą kolejne 5 lat.
L'or, kochana, jesteśmy na siebie skazane. Przepełnia mnie radość. Nic innego się dzisiaj nie liczy. Gratulacje!
27 września 2005
Możesz już mnie obsmarować na blogu.
Być pobłażliwą po raz drugi nie mam po prostu siły. Kolejna osoba, osoba płci męskiej, która czyta tu o sobie nic mi o tym nie mówiąc, nie przyznając się do tego, to już nie jest chciałem poczekać, aż sama mi o tym powiesz, co przez wielką słabość byłam w stanie zrozumieć. Tym razem to jest po prostu wejście z brudnymi butami w moją prywatność i zostawienie syfu, który potem kto inny posprząta.
Nie chcę być zła, ale jestem po prostu wściekła z tego powodu, bo do wszystkich innych zdążyłam się już przygotować, przemyśleć, ułożyć i spłynęło po mnie.
To są ostatnie słowa, które tu czytasz.
30 września 2005
Wakacje, które się właśnie skończyły, aż się same proszą o bilans zysków i strat. Zdałam maturę i mam w kieszeni indeks wymarzonej uczelni i wymarzonego wydziału, po którym za pięć lat będę tłumaczyć ludzkie gadanie i pisanie. Zaliczyłam o jedną imprezę za dużo, jej skutki do dzisiaj mi się odbijają, ale wyszłam z tego silniejsza, tak myślę. Dwóch przyjaciół, jeden z syndromem szukania własnej tożsamości, a drugi z syndromem Matki Teresy, skutecznie zatruło mi życie, a ja ciągle myślę o zemście. Zmarł mój jedyny, ukochany dziadek, ale jego mądrość nadal jest ze mną. Skończyłam dwadzieścia lat i już nigdy nie będę nastolatką, która ciągle ma prawo do dziecinnych myśli i zachowań.
Teraz idę się uczyć, idę pracować, bo chyba czas dorosnąć. Powoli zapominam o tym, co złe i nabieram przekonania, że moja samotność zapewnia mi niezależność, siłę i możliwość realizowania najważniejszych ambicji, bo nic mnie nie rozprasza. Tylko jeszcze przez pewien czas ukłuje mnie gdzieś w środku jedno wspomnienie...